Mirosława Szott

Rzeczywistość rozszerzona

„Pewnie słyszałeś o tym, że piękno jest świetnym kryterium do wybrania właściwej teorii?” – George

Z dużym dystansem zaczęłam czytać debiut powieściowy Janusza Życzkowskiego. Może powodem był zbyt duży medialny szum (myślę o facebooku, stronie internetowej, wywiadach) wokół książki jeszcze zanim pojawiła się w sprzedaży. Chyba wszyscy mają dość reklam i sloganów. Z drugiej strony staram się zrozumieć, że takie właśnie są warunki publishing business. Książka to też towar, tak samo jak herbata, bielizna czy alkohol.

Opowieść pierwsza to pozycja interaktywna, wiele rozdziałów zakończonych jest znakiem graficznym, kodem QR, który po zeskanowaniu odsyła do dodatkowych treści (według mnie są to gadżety, które nie wzbogacają odbioru, są zbędne, rozpraszają). Nie jest to też formalne nowatorstwo (Stephen King podobnie wzbogacił swoją najnowszą książkę Przebudzenie), a raczej niewiara w książkę jako taką i robienie z niej zabawki. Ot, rzeczywistość rozszerzona.

Klimat powieści przypomina nieco newageowskie narracje (np. Paula Coelho, Richarda Bacha). Dużo jest mowy o energii, jej wymianie (Absolut jako emanacja kosmicznej energii) pojawiają się elementy psychologii transpersonalnej (stany mistyczne, praktyki medytacyjne, jedność człowieka i świata). Ale w końcu główny bohater, dziennikarz, jest usytuowany na rozdrożu, „w przejściu”, zerwał kontakt z najbliższymi osobami, wyjechał do egzotycznej Malezji, otworzył się na to, co nienazwane dzięki zerwaniu więzów z poprzednimi doświadczeniami.

I ta jego liminalność pozwala mu na głębsze poznanie tajemnic bytu (książka ta mogłaby posłużyć jako zobrazowanie wszystkich faz obrzędu przejścia wyodrębnionych przez Arnolda van Gennepa). Na swojej wędrówce (pielgrzymce) spotyka fizyka, George’a, który jest w pewnym sensie też mistykiem. W podziemiach kościoła, w dawnych korytarzach, którymi chodzili już kilka wieków wcześniej Powiernicy Prawdy, przygotowuje ryzykowny eksperyment. Jego badania nie są jednak legalne, bo odkrycia (na razie niezweryfikowane, ale dochodzące do naukowych kręgów) są niewygodne dla laickich przeciwników naukowca. Główny bohater zostaje nieprzypadkowo wplątany w doświadczenia na strukturze duszy. W jaki sposób z tego wyjdzie? Czy uporządkuje swoje wnętrze na tyle, aby móc wrócić tam, skąd przybył? Wreszcie: kim stanie się po tajemniczych obrzędach? – odpowiedź okazuje się nie taka prosta. 

Szkoda, że postać George’a została za mało skomplikowana, niedookreślona, a Hasselberg (nazwisko brzmi żydowsko), przedstawiciel naukowego wywiadu, nie ma zbyt wielu okazji na przedstawienie swoich racji. Autor zapewne miał zamiar zawoalować ich wizerunki, aby nadać powieści więcej ezoteryczności. Fizykowi-archeologowi brakuje tutaj perwersyjności na miarę geniusza. Jest po prostu jednowymiarowy. Bohater z kolei dość łatwo poddaje się wszystkim jego manipulacjom (albo mówiąc neutralnie – teoriom), łatwym aforyzmom. Rzeczywistość jest za mało rozwarstwiona, podziemne korytarze zbyt łatwe do przejścia. Brakuje mi etycznych labiryntów, niejednoznacznych twierdzeń, a nawet heretyckich hipotez, innymi słowy: czegoś, co wstrząsnęłoby odbiorcą na tyle, że szukałby na drugi dzień w bibliotekach dowodów na swoje w tym świecie istnienie. 

Myślę, że książka nie dokonuje na płaszczyźnie fikcji kopernikańskiego przewrotu, zmiany paradygmatu. Teorie wywiedzione na jej kartach balansują raczej na granicy nauki (fizyki, chemii, psychologii) i teologii. Dominuje perspektywa antropocentryczna (nie wiem, ale raczej wątpię, że badania George’a obejmują też swym zasięgiem strukturę duszy roślin, zwierząt czy rzeczy). Analogia między duszą i materią jest dobrze skonstruowana. Przeciętny czytelnik nie jest przytłoczony matematyczno-fizycznymi eksplikacjami (choć brakowało mi kontrowersyjnych hipotez wokół np. długości Plancka lub niezbadanej jeszcze kwantowej teorii grawitacji), humanista przewraca strony bez kompleksów, bo teoria Nielsa Bohra zaczyna wyjaśniać mu niepowodzenia postaci. Bardzo ciekawy jest epilog, formalna zmiana narracji (ostatnio pojawiła się też na końcu kryminału Andrieja Kotina Człowiek hasło) pokazuje jakieś nagłe zerwanie, transformację elementarnych cząstek. Zakończenie przenosi też w zupełnie inną (inną?) historię Georga Iserina, stąd interpretacja całości trochę ulega modyfikacji. I to na korzyść książki, która nabiera waloru uniwersalnego.

Myślę, że nie jest łatwo napisać dziś ambitną książkę „wewnętrzną”, traktującą o duszy, psychologii, ezoteryce czy Bogu. Czytelnik nie daje się tak łatwo nabrać na slogany, ogólniki, ładne sformułowania. Każdy z nas na swój sposób szuka czegoś więcej, wielu spotkało już niejednego proroka George’a. Nauka i religia to ciągle dwa bieguny, które inspirują, wpływają na siebie nawzajem i jednocześnie podążają innymi ścieżkami. Okazuje się, że piękno jest właściwością każdej z nich.

Twój komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s