Zrywanie wiązań

Kościół obchodził niedawno Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. Zastanawiałem się nad tym dlaczego tak podkreśla się pamięć o przesiedleńcach i próbowałem to sobie jakoś wytłumaczyć. Wytłumaczyć, korzystając oczywiście ze znanego z „Opowieści pierwszej” schematu.

Emigracja czy uchodźstwo, to klasyczny przykład procesu nagłego zrywania więzów międzyludzkich. Główny bohater dowiaduje się o nich podczas rozmowy z Lee. Mimo, że ww. przykład nie jest tam ujęty, łatwo to sobie wizualizować. Elektrony doświadczeń osób, które zmuszone są do zmiany miejsca zamieszkania przestają więc być łączącym do tej pory spoiwem sprawiając, że w takiej sytuacji najczęściej dochodzi do rozpadu związków. Oczywiście nie jest to regułą i może przebiegać z różną intensywnością i w różnym tempie, ale fakt jest faktem. Zmiana środowiska, wpływa na strukturę naszych połączeń.

Co jest rozpuszczalnikiem tych relacji?  Bez wątpienia będzie to inna kultura. Mam tu na myśli jej szerokie ujęcie, a więc szereg różnych czynników specyficznych dla danego obszaru. Będą to zarówno język jak i  tradycja, obyczaje, religia lub jej brak, a nawet asortyment jaki można znaleźć na sklepowych półkach.

Możemy się tylko domyślać, że w pierwszej kolejności puszczają wiązania dotyczące doświadczenia kraju, w którym się dorastało, środowiska, szkoły, osiedla, zakładu pracy czy ulicy. Proces rozkładu związku może dotknąć także relacji z bliskimi osobami jak przyjaciółmi, a nawet członkami rodziny.

Życiowe zmiany się zdarzają, dlaczego zatem osobom zrywającym więzy, gwałtownie zmieniającym miejsce zamieszkania i życia potrzebne jest wsparcie? Odpowiedź nasuwa się sama, a powody są dwa. Pierwszy to kwestia oderwania od dotychczasowych źródeł energii. Zanim osoba zmieniająca środowisko znajdzie nowe alternatywne zasilanie, minie trochę czasu i zacznie przeżywać kryzys energetyczny, co nie jest rzeczą miłą oraz może skutkować zdobyciem kolejnych utajnionych elektronów doświadczeń.

Druga sprawa związana jest z wiązaniami. W miejsce jednych, zerwanych pojawią się drugie, których jakości nie możemy być pewni. Potrzeba energii, naszego wewnętrznego światła, by widzieć w co się pakujemy, albo inaczej, jakie wiązania w nas powstają. Ich jakość wpływa na sprawność energetyczną układu.

Myślę sobie również, że każdy z nas choć raz w życiu przeżył historię, która w sposób nagły i nieodwracalny zerwała łączące nas z innymi wiązania. Najczęściej dzieje się tak kiedy umiera bliska nam osoba, ale nie tylko. Może to być rozstanie z dziewczyną, chłopakiem, zwolnienie z pracy, albo zmiana szkoły. Zwykle jednak również, sprawa dotyczy jednego silnego połączenia. Co zatem musi czuć osoba, która w jednym momencie traci tych wiązań wiele?

Tyle przemyśleń o migrantach i uchodźstwie. Nie mam wątpliwości, że korespondencyjny zastrzyk energii, który niesie ze sobą modlitwa, jest im potrzebny. A Wy jak uważacie?